lancast blog

Twój nowy blog

.

Brak komentarzy

meh

. . .

Brak komentarzy

by fallling for him

Brak komentarzy

.

*

Brak komentarzy

!and damn right its better than yours

#

Brak komentarzy

definitely .maybe.

łikendowa sy mocno uswiadomila mi [ajem soł blak], ze to wielki blad, iz nie poszlam na studia w okolice bardziej przyjacielskie, a moze chociaz znajome, tylko do torunia, gdzie najwieksza atrakcja pozostaje wszem i wobec o. rydzyk, bo „trzeba siac, siac!!”, w zwiazku z czym naszla mnie wielka ochota zakupu kubka z moher rendżerem. i jak juz dawno nie slyszalam niczego o czaku norisie, to az zdziwienie bierze.
i byl fisz, od ktorego znowu nie wzielam autografu, bo paszteton łelkom tu, było 300. i „po ‚gladiatorze’ to juz samo gowno, a jak walczyli w wietnamie, to krecili o wietnamie”, rosyjsko-polskie wina musujace, uciekajacy koledzy i panowie, ktorzy nie chcieli sie odczepic, chociaz „nalezymy do siebie” i „przyszlam tu z nia. z nia. rozumiesz?” oraz pierwszy film, z ktorego wyszlam z kina, a myslalam, ze mi sie do nie zdarzy. plus teksanska masakra, rocznik ’74 i wino biale, rocznik tak stary, ze nawet nie podano go na etykiecie.
i nie wiem, czy „i like sushi!” bylo prawdziwe, czy to kolejne udowadnianie sobie czegos, dreczenie sie nie wiadomo czym, nie wiadomo po co. bo jestem z nazaretu i mam u niego bilet.
i juz rozumiem, dlaczego moja mama tak krzywila sie, kiedy jako dziecko nalegalam, by wlaczyc 13. posterunek, bo mam z nim teraz czasem przyjemniosc, kiedy czekam na prison breaka, ktorego ogladam mimo, iz michael nie jest juz zajebisty.

mam prawie 20 [dwadziescia!] lat, kupuje wisiorek z odwroconym krzyzem i czerpie madrosc z japonskosci.

oglad: Frank Miller’s 300; Death Note; Bleach
sluch: Orange Range – Asterisk; Reveille – What you got

wiosna polega na tym, ze podworkowe koty czesciej i gesciej wylegaja na dachy garazy, a zywoplot z kwiatow zaczyna sie bielic i ciagnie sie przez cala okolice, jak droga ze zlotej kostki, za ktora nalezy podazac. bo te balkony, jak wakacyjne, wiatr, jak nad morzem. bo niebo niebieskie nade mna, a prawo moralne niech sie pieprzy.
i dawno nie otwieralam wlasnie tej, konkretnie tej szuflady, a wiele sie przeciez zmienilo. nie mieszam juz budyniu dokladnie i energicznie przez jedna minute a kawe zalewam czasem niecalkiem wrzaca woda.
mam ochote zalozyc sluchawki na uszy, chociaz znowu poprzecieraly sie przewody, wyjsc na rozjasnione ulice, spojrzec na te stare miejsca, dla ktorych ustawicznie nie mam czasu, zanucic, ze kaze ni omoi wo tsuki ni negai wo, chikara aru kagiri ikiteikunda kyou mo, spojrzec w gore na zielone liscie, pamietac i isc dalej.

taste, i have no taste, i dont like this tiny portions

Jam jest posag czlowieka na posagu swiata.

Wait and see, wait and seek, wait and sickofitall.

Bo lubie piosenki, bym tekst rozumiala, ale lubie teksty, by ambitniejsze sie stawaly wraz ze mna.

Bo to tylko taka dygresja w oczekiwaniu na wiecej.

Bo to idzie tak – jedynymi rozrywkami w moim jakże ekscytującym życiu zdają się, jak następuje: wzdychanie do Drużyny G [„Dżi is for Dżej”] z Ig [zonk], ocenianie męskich tyłków w skali KT, pastwienie się nad nową fryzurą Miłości Mojego Życia [choć mój zachwyt względem niego jakby trochę osłabł, gdy pewnego dnia usłyszałam jego jakże słowiczy głos] i wymyślanie genialnych pomysłów typu: „A co by było, jakby ktoś nie miał pary na studniówkę i przez to specjalnie by nie zdał do następnej klasy?”. O tak. Jestem niewątpliwie pasjonującą osobą – z naciskiem na „jonującą”.
Mimo wszystko moja obecność na tym padole łez, puszek od coli i czipsów ziemniaczanych, zostaje od czasu do czasu zauważona – na przykład, gdy wychowawczyni sprawdza obecność i gromkim głosem rzuca pytanie o wydźwięku nad wyraz tendencyjnym: „A jest Agnieszka, bo tak jakoś cicho?”. I na pewno przypomną sobie o mnie, kiedy będzie potrzebny ktoś do sprzątania po wigilii. I jeszcze pewnie odkurzą mnie na Prima Aprilis, bo przecież ktoś musi w końcu robić za tego największego imbecyla. I na zakończenie roku szkolnego, bo po co mam tak stać i kąty zaśmiecać – więcej powierzchni do sprzątania tylko.
Ale ja się nie martwię. A skąd. Bo to nic, że kochana mamusia tym wszystkowiemotwoichporażkachmiłosnych tonem pyta, czy moja niegdysiejsza miłość dalej ma mnie w głębokim poważaniu. Bo to nic, że moja samoocena maleje odwrotnie proporcjonalnie do intensywności efektu cieplarnianego. Bo to nic, że na zimę nie będzie śniegu, a biedne, niekochane dzieci z przedszkola będą musiały budować bałwany ze styropianu. Bo to przecież nic, że mogę być nieklasyfikowana z matematyki. I z angielskiego, bo nie noszę podręcznika.
Ważne, że jestem fajna i mam stajla.


  • RSS